Żyjemy w czasach, w których czekanie ma fatalny PR. Kojarzy się ze stratą czasu, opóźnieniem, bezradnością albo nudą. Czekamy w kolejce, czekamy na odpowiedź, czekamy aż ktoś się zdecyduje, aż coś się zmieni, aż życie wreszcie ruszy z miejsca. Najchętniej skrócilibyśmy każdą przerwę do zera, bo wszystko, co nie dzieje się natychmiast, zaczyna wyglądać podejrzanie.
A przecież czekanie nie zawsze jest pustką. Czasem jest miejscem, w którym coś dojrzewa, układa się, zmienia kształt. Nie wszystko, co ważne, lubi pośpiech. Niektóre rzeczy potrzebują ciszy, kilku nieodebranych telefonów, samotnego spaceru, trzech nieudanych prób i jednej nocy przespanej z myślą, że może jednak jeszcze nie teraz.
Największy błąd polega na tym, że mylimy czekanie z nicnierobieniem. Tymczasem między jednym a drugim jest ogromna różnica. Bezczynność to rezygnacja z wpływu. Czekanie może być świadomą decyzją, żeby nie reagować zbyt szybko, nie wybierać pod wpływem emocji, nie mówić czegoś tylko dlatego, że cisza stała się niewygodna.
Rolnik nie ciągnie za źdźbło, żeby zboże szybciej rosło. Piekarz nie wyjmuje chleba z pieca po pięciu minutach, bo już ładnie pachnie. Malarz czasem musi odejść od płótna, żeby zobaczyć, co naprawdę namalował. W wielu dziedzinach życia cierpliwość nie jest romantycznym dodatkiem, ale warunkiem sensownego efektu.
Tak samo bywa z decyzjami. Czasem od razu wiemy, czego chcemy. Ale czasem pierwsza odpowiedź jest tylko hałasem: lękiem, ambicją, cudzą opinią albo zmęczeniem. Dopiero po chwili zostaje to, co naprawdę nasze.
Szybkość jest wygodna. Daje poczucie kontroli. Można szybko kupić, szybko odpisać, szybko ocenić, szybko odpuścić, szybko zacząć od nowa. Tylko że życie, w przeciwieństwie do naszych oczekiwań, rzadko działa jak ekspresowa usługa.
Relacje potrzebują czasu, żeby przestały być tylko rozmową, a stały się zaufaniem. Dom potrzebuje czasu, żeby przestał być adresem, a stał się miejscem. Nawet człowiek potrzebuje czasu, żeby zrozumieć, kim jest, gdy przestaje udowadniać wszystkim dookoła, że świetnie sobie radzi.
Problem nie polega na tym, że chcemy szybciej. Problem zaczyna się wtedy, gdy wszystko, co wolniejsze, uznajemy za gorsze. Tymczasem rytm bywa ważniejszy niż tempo. Można iść powoli, ale we właściwą stronę. Można biec bardzo szybko i dopiero po latach zauważyć, że cały czas po cudzej trasie.
Cierpliwość często przedstawia się jako łagodną cechę: spokojną, miękką, prawie pasywną. A jednak prawdziwa cierpliwość wymaga odwagi. Trzeba umieć znieść niepewność. Trzeba wytrzymać moment, w którym jeszcze nie ma dowodu, że dobrze robimy. Trzeba nie rzucać wszystkiego tylko dlatego, że efekt nie pojawił się po pierwszym wysiłku.
To dotyczy pracy, miłości, nauki, zdrowia, twórczości, a nawet zwykłego odzyskiwania siebie po trudnym okresie. Niektórych procesów nie da się przyspieszyć bez uszkodzenia ich sensu. Można wymusić odpowiedź, ale nie szczerość. Można zdobyć uwagę, ale nie bliskość. Można szybko zacząć nowe życie, ale niekoniecznie od razu poczuć się w nim jak u siebie.
Może więc warto czasem spojrzeć na czekanie inaczej. Nie jak na korytarz między jednym wydarzeniem a drugim, ale jak na część samego życia. Przestrzeń, w której człowiek nie stoi w miejscu, tylko uczy się nie szarpać za wszystko, co jeszcze nie dojrzało.
Bo może niektóre rzeczy nie przychodzą późno. Może przychodzą dokładnie wtedy, kiedy wreszcie potrafimy je unieść.
Komentarze
Komentarze dodane przez użytkowników